W czasie wakacyjnej rodzinnej wycieczki po Hercegowinie, razem z ciocią i wujem odwiedziliśmy między innymi Počitelj (Почитељ)…

Żar lał się z nieba równie mocno, co pot z ciała- człowiek nie myślał za bardzo o zwiedzaniu starego miasta, raczej po głowie chodziła szybka ewakuacja do knajpy, celem nawodnienia się kawą i piwem… a najlepiej to od razu powrócić do kwatery w odległym o 30 kilometrów Mostarze, zjeść arbuza, zaszyć się w altanie z caszą rakiji…

Jednak pomijając te wszystkie niedogodności, byliśmy zachwyceni zachowaną osmańską zabudową starego Poczitelja (biorąc poprawkę na fakt, że część budowli została zrekonstruowana po wojnie lat 90., ostrzałach serbskiej i chorwackiej artylerii).

Stare miasto jest stale nawiedzane przez turystów, głównie islamskich- wszak zabudowa Poczitelja to widomy znak dawnego panowania islamskiej kultury w tej części Europy…

Przepływająca opodal rzeka Neretwa już dawno zaniosła krew poległych w czasie walk ludzi- Muzułmanów, Serbów i Chorwatów- do Jadranu. Przed wojną zamieszkiwało w mieście 70% Muzułmanów, 20 % Chorwatów, 3% Serbów, reszta określała się jako Jugosłowianie…

Po zaciekłych walkach dawnych sąsiadów, nastał kruchy pokój w miejscu zwanym obecnie Bośnią i Hercegowiną- tym dziwacznym tworze polepionym z muzułmańskich Boszniaków, prawosławnych Serbów i katolickich Chorwatów. Obecny skład narodowościowy miasta nie jest znany, nikt nie zadał sobie trudu zrobić jakichkolwiek spisów ludności- ja jednak podejrzewam, że Serbowie i Chorwaci wyjechali do innych enklaw. Bośnia i Hercegowina nie jest już przemieszana narodowościowo, każdy naród trzyma się wśród swoich…

I tylko nostalgia za marszałkiem Tito pozostała na magnesach, które można kupić na straganach w Poczitelju, Mostarze, Sarajewie i wielu innych miastach, jako wspomnienie dawnej jedności narodów Jugosławii…