Grabarka i Podlasie

W Nowy Rok zajechaliśmy na Świętą Górę Grabarkę…

W kalendarzu prawosławnym za kilka dni przypada Boże Narodzenie.

Na razie wokół Grabarki pustki, nie wiem czy ludzie odpoczywają po trudach sylwestrowej nocy, czy raczej wszystko jakby przysnęło w oczekiwaniu na dzień upamiętniający narodzenie Chrystusa…

Przed pójściem do właściwej świątyni zatrzymujemy się jeszcze przy Jordanie- kapliczce z pompą, doprowadzającą wodę ze świętego źródełka. Podobno woda ma właściwości uzdrawiające, jednak pod warunkiem, że intencje tego, który się jej napije, są czyste a wiara niezachwiana. Po spełnieniu takich wygórowanych warunków można doznać cudownego ozdrowienia- co czasem się zdarza, jednak niestety nie w moim przypadku…

Sklepienie kapliczki jordańskiej jest zwieńczone sylwetkami aniołów oraz Maryi z dzieciątkiem Jezus. Malowane święte postaci spoglądają na wiernych, którzy tu zaczynają wizytę w sanktuarium, jakby oceniając wiarę oraz intencję, z którą ludzie tu przybywają…

grabarka

Jordan- święte źródełko.

grabarka

Anioły czuwają na sklepieniu świętego źródełka…

grabarka

Pompa do czerpania wody ze świętego źródełka, są też kubki.

…a przybywają tu od z górą trzystu lat. W drugiej dekadzie XVIII wieku na Podlasiu szalała epidemia cholery. Jak można usłyszeć na miejscu, gdy epidemia zataczała coraz szersze kręgi, pewnemu starcowi z pobliskiej wioski została objawiona droga do ocalenia. We śnie ukazał mu się anioł i polecił szczerą modlitwę i pokutę na świętym wzgórzu. Wiadomo- jak trwoga, to do Boga… W każdym razie wieść o sennej wizji rozeszła się po okolicy, ludzie zaczęli tłumnie ciągnąć na wzgórze, wielu niosło ze sobą krzyże pokutne. Ludzie zgromadzeni na górze zostali ocaleni od zarazy. To czy ich ocalenie przypiszemy cudownej interwencji, czy też raczej przypadkowi lub czynnikom naturalnym- pozostawiam w gestii wiary (lub jej braku) szanownych Czytelników…

Dygresja o ludziach z Podlasia

Na Podlasiu i Polesiu często-gęsto usłyszymy o objawieniach i cudownych interwencjach istot anielskich lub Matki Bożej. W niedalekiej Koterce na przykład stoi niebieska cerkiew, w której wnętrzu kryje się ikona Matki Boskiej „Wszystkim strapionym radość”. Została ona postawiona dla upamiętnienia objawienia się Maryi pewnej prostej wiejskiej kobiecie, zbierającej grzyby i zioła na pobliskicch mokradłach. Na podstawie relacji owej kobiety powstał zresztą wizerunek Maryi „Wszystkim strapionym radość”, który uświetnił postawioną niezwłocznie na bagnach cerkiew.

Pogranicze obecnej Polski, Białorusi i Ukrainy to ziemia przesiąknięta mistycyzmem, na swój sposób kultywująca jeszcze magię. Żywa jest tu wiara w uroki, ludzie równie chętnie jak lekarzy, radzą się zielarek, babek czy szeptuch… Jak chcą ludzie, idąc po lasach napotkać można kryjące się przed ludźmi diabły, które bez trudu rozpoznamy, jako że stukają kopytkami. Ludzie z Zachodu słysząc opowieści o duchach zmarłych, nawiedzających miejsca, z którymi byli związani za życia- najpewniej popukają się w czoło- tu jednak nikogo to nie dziwi.

Taka jest ta zawieszona pomiędzy światami ziemia na pograniczu…

Odwieczny spór serca z rozumem

Racjonaliści, zapewne posiwieliby przedwcześnie ze zgrozy widząc tych ludzi prostych, ufnych w te wszystkie cudowności i nigdy niedotkniętych duchem Oświecenia, który podobną wiarę swego czasu rozjechał walcem w krajach na Zachodzie Europy. Jednak tu powiew oświeceniowego racjonalizmu nigdy nie dotarł, tu żyje mentalność sprzed wieków.

Dlatego właśnie ten skrawek ziemi wybrali sobie święci i aniołowie, by ukazywać się ludziom, przynosić pocieszenie lub wieszczyć nieszczęścia. Gdzie indziej ludzie nie dostrzegają już tego, co niewidoczne, a może po prostu gdzie indziej już skończył się czas cudów, zastąpiony przez medycynę, psychologię, naukę…

Podobno rzeczy nie-z-tego-świata nie potrafią dostrzec ludzie, którzy nie wierzą w cokolwiek, czego nie da się dotknąć, zmierzyć i zbadać. Słyszałem tu, na Podlasiu, następującą opinię: jeśli ludzie z zachodu zapomnieli o Bogu, to Bóg zapomniał też o nich…

Oto wielka tajemnica wiary: cuda dotykają tylko ludzi prostych…

Być może (jak chcą racjonaliści) to wszystko to jeden wielki zabobon, narkotyczny sen śniony na jawie- pod wpływem religijnego opium.

A może (jak chcą wierzący) ludzie cywilizacji zachodniej zbyt już są zaślepieni zdobyczami nauki i wiarą w rozum, zbyt żyją „tu i teraz” by jakikolwiek duch, anioł czy święty zechciał tracić czas na pokazywanie się im- niedowiarkom.

Jedno jest pewne: pogranicze Polski, Białorusi i Ukrainy- to ziemia, skąd bliżej do nieba, niż z jakiegokolwiek innego zakątka, w którym byłem.

Wracając na Grabarkę…

Jesteśmy przy Jordanie. W każdym razie- zgodnie z filozoficznym zakładem Pascala- nie zaszkodzi zaczerpnąć i skosztować świętej wody. W najgorszym razie, gdy nasza wiara okaże się za słaba, nic nam się nie stanie- po prostu zrobimy łyka czystej wody. Tak więc robimy po łyku wody i… kierujemy się do właściwego sanktuarium.

Na szczęście, pomimo braku ludzi, furtka jest otwarta, więc wchodzimy jak gdyby nigdy nic.

Do drewnianej cerkwi idzie się schodami a z każdej strony wyrasta las krzyży. Krzyże są wszędzie i z roku na rok ich przybywa, gdyż przynoszą je ludzie-pielgrzymi. Niektóre są bardzo stare i zmurszałe, wiele z tych nowszych ma na sobie napisy lub tabliczki z napisami, świadczące o intencjach w jakich były tu niesione lub po prostu informujące o tym, kto je przyniósł. Niektóre z krzyży obwieszone są medalikami, mniejszymi krzyżykami, czotkami lub innymi wotami.

grabarka

Cerkiew Przemienienia Pańskiego na Grabarce.

grabarka

Nad wejściem widnieje przedstawienie Przemienienia Pańskiego wraz z napisem po grecku.

grabarka

Wejście do cerkwi.

O babuszce i atoskiej ikonie

Za cerkwią, w sklepiku z dewocjonaliami, świeci się światło. Idziemy tam, wchodzimy…

Zwykle w sklepiku sprzedaje któraś z zakonnic z klaszotu żeńskiego (budynek klasztorny jest zaraz obok), sprawujących opiekę nad sanktuarium na świętej górze; tym razem jednak za ladą stoi najzwyczajniejsza świecka babcia w chustce. Pozdrawiam ją: „szczęść Boże” i pytam o możliwość wejścia do środka cerkwii. Babuszka odpowiada, że w cerkiew zamknięta, tylko na nabożeństwa otwierają, bo teraz jest tam strasznie zimno, nie ma ogrzewania…
Pyta jeszcze: „A chciałby pan zwiedzić pewnie?” Odpowiadam, że chciałbym się pomodlić.
Babcia zamyka więc sklepik i idzie otworzyć nam drzwi świątyni wielkim, mosiężnym kluczem.
Rzuca jeszcze: „W cerkwii są świece, tam pan sobie kupi, jakie pan będzie chciał…”

grabarka

Krzyże na Grabarce…

grabarka

…obwieszone dewocjonaliami…

grabarka

…oraz małymi krzyżykami.

Wchodzimy w półmrok wnętrza. Babuszka konfidencjonalnym tonem opowiada mi o cudownej ikonie Matki Boskiej, przywiezionej na Grabarkę z samej Góry Atos, z okazji 2000-lecia chrześcijaństwa. Podchodzimy więc z atencją do wymienionej przez babcinkę ikony, całujemy, zapalamy świeczki… Bogato zdobiona rama cała jest obwieszona wotami, jak usłyszeliśmy, w podzięce za cuda dokonane za sprawą modlitwy przy tej ikonie.

Dygresja o teologii ikony

W odróżnieniu od obrazów, znanych z kościołów katolickich, ikony prawosławne mają być szczególnym nośnikiem łaski boskiej. Teologia prawosławna mówi, że wizerunek przedstawiony na ikonie jest nie tylko odwzorowaniem, czy też przedstawieniem świętej postaci (tak jak katolicki obraz), ale również zawiera (jako święty przedmiot) cząstkę cudownej mocy świętej osoby przedstawionej na ikonie.

Osoba pisząca ikony wedle kanonu (czyli ikony uświęcone do celów sakralnych) powinna przestrzegać rygorystycznych zasad, w zakres których wchodzi post i modlitwa na każdym etapie prac malarskich. Tak więc tworzenie ikony w rozumieniu teologicznym, powinno być postrzegane nie tyle jako po prostu malarstwo, co jako mistyczny obrzęd, podczas którego ikonopisarz współpracuje z bożą łaską i dzięki niej oddaje w wizerunku cząstkę mocy zbawczej.

Tyle, jeśli chodzi o teologię ikony.

O cudownej ikonie ze Świętej Góry Atos

grabarka

Oryginalna ikona Hodegetria z atoskiego monasteru Iveron- kanoniczna kopia tej ikony, uznawana za cudowną, znajduje się również na Grabarce.

W oczach babci widać nabożną cześć i zarazem dumę, że właśnie taka ikona mogła uświetnić cerkiew na Grabarce.

Została ona przywieziona z monasteru św. Mikołaja Burazery na Świętej Górze Atos, gdzie powstała, jako kopia wizerunku Matki Boskiej Iwierskiej. Oryginał znajduje się w monasterze Iveron na Górze Atos. Wizerunek jest wariantem bardzo dawnego przedstawienia Bogurodzicy z Dzieciątkiem Jezus- w ikonografii zwanego Hodegetria (według tradycji pierwsze tego typu przedstawienie miał sporządzić św. Łukasz Ewangelista).   Przedstawienie Bogurodzicy z Iveronu sięga czasów ikonoklazmu w Bizacjum IX wieku. W owym czasie w Cesarstwie Bizatyjskim trwały ponadstuletnie bezwzględne walki religijne, pomiędzy zwolennikami kultu ikon oraz ich przeciwnikami. Podobno oryginał przed zniszczeniem przez obrazobórców uratowała pewna pobożna wdowa z Nicei…

grabarka

Niektóre krzyże mają napisy, dzięki którym wiadomo, kto je przyniósł…

grabarka

Najstarsze krzyże.

Kopię właśnie tego wizerunku wykonano na Górze Atos w Grecji- 1000-letniej republice mnichów, jednego z najważniejszych centrów prawosławia na świecie, swoją historią sięgającego Cesarstwa Bizantyjskiego- w odpowiedzi na prośbę zwierzchnika cerkwi prawosławnej w Polsce i dla uświetnienia 2000-lecia chrześcijaństwa w przeddzień święta Przemienienia Pańskiego roku 2000 umieszczono w sanktuarium na Grabarce.

Po wyjściu z cerkwi żegnamy babuszkę. Jeszcze krótka przechadzka wśród krzyży i powoli wracamy do samochodu… dzień jest ponury, lecz jeszcze trwa. Czas ruszać dalej…

© : Michał Gumowski – blog podróżniczy Dwa Ślady